Piątek.   “Przez twe oczy, twe oczy zielone oszalałem!” Ten romantyczny śpiew z Podlasia prowadził nas przez kręte zielone wody Narwi i doprowadził do Suraża, za którym zaczyna się Narwiański Park Narodowy. Ten etap jednak następnym razem… Może jeszcze się spotkamy: my, Narew i Zenek Martyniuk. Kończymy spływ, ale ostatni odcinek relacji jeszcze jutro!   Pobudka dzisiaj wcześnie. Zaczynamy od Mszy Świętej. Po godzinie…

Czwartek.   Och! Dla tych biwaków warto by było nawet rowami płynąć. Ale po kolei: Jajecznica na śniadanie wyśmienita. Śpi nam się coraz lepiej, więc… zaspaliśmy. Dzisiaj było dużo wiosłowania. Rzeka coraz szersza. Z ciekawostek rozmawiamy z miejscowymi (rozmowy są bardzo serdeczne), mijamy błękitną cerkiew w Kożanach, most z 1893 r. przeniesiony tutaj z Fordonu nad Wisłą i norki jaskółek brzegówek. Cel dnia: park linowy…

Środa.   Koń zeżarł mi mapę. Kupiłem wodoodporną, ale nie okazała się konioodporna. Żuł ją przez pół minuty. Pewnie chciał się czegoś dowiedzieć: na przykład tego gdzie się znajduje. Ale do Ancutów nie dojadł, bo skończył 30 km na zachód od swojej pozycji. I teraz mam mapę na której koń zęby zjadł. Da się na szczęście nieposkładać.   A skąd konie? Ze 30 pięknych półdzikich pasło…

Wtorek.   Zmieniamy rzekę. Po niecałej godzinie wpływamy razem z wodami Narewki do Narwi. Za chwilę pierwsza atrakcja turystyczna spływu.   Miejsce nadzwyczajne. Z daleka słychać melodię dzwonów i widać błyszczące kopuły cerkwi. Jak klejnot wśród bagien Narwi… Wita nas wyśmienicie zbudowana przystań. W sezonie służy kajakarzom, ale powstała, jako miejsce do którego wierni przychodzą z procesją w styczniu, żeby w święto Chrztu Pańskiego poświęcić wody Narwi…

Poniedziałek.   Opuszczamy Siemianówkę. W stanicy kajakowej należącej do gm. Narewka cała ekipa czyści dla nas kajaki. Wszyscy pracują razem, każdy wie, co robić. Nam jeszcze daleko do takiego zgrania. Uczymy się pakować, wodować i wsiadać do kajaków bez wpadania do wody.   Narewka okazała się podobna do… autostrady! Ale nie dlatego, że jest tutaj duży ruch. Jesteśmy sami i nikt przed nami nie wypożyczał…

Niedziela.   Tutaj nikt nie griluje. Wszyscy palą ogniska! Niepowtarzalny – prawie cygański – klimat plaży, którą z jednej strony ogranicza sosnowy las, pełen namiotów i camperów, a drugiej obmywa zalew Siemianówka, ktorego tafla zajmuje o 1000 h więcej niż Wigry. Trzeba było wysiedlić i zalać osiem wsi. Do dzisiaj ludzie płaczą wspominając to co teraz jest pod wodą.   Stoję na wieży…

© 2014-2019 CODA Maciejówka
Śledź nas: