W ciemnym kościele, z mrugającą szopką w tle, z kolędą pod nosem – tak zaczyna się pewien
grudniowy wieczór, pełen ciepła i dobra.
Bo widzicie…są opłatki i Opłatki, a to jest właśnie Opłatek.
Taki Opłatek, że nie silisz się na sztuczny uśmiech, bo on pojawia się sam, szczerze i naturalnie.
Taki Opłatek, że nie wychodzisz z barszczem i krokietem w brzuszku, ale z pełnym sercem.
W jego prawej komorze gromadzą się dobre słowa, w lewym przedsionku radość, a żyłami płynie
wdzięczność. Czasem zastawki próbują się wtrącić – wtedy ciężej uwierzyć w te dobre rzeczy, które
się słyszy. Ale za chwilę wdech, wydech i już wszystko krąży sprawnie.
To nie tak, że nie ma trudności – przecież z Anią ostatnio się posprzeczaliście, Paweł spojrzał na
ciebie krzywo, Kasia ma jeszcze twoją książkę, a Tomek nie zrozumiał żartu. To jest dobry moment,
by te mniejsze i większe przeszkody pokonywać, podejść do człowieka i życzyć mu pięknych świąt.
Na tym Opłatku być może spojrzałeś na zegarek, sprawdziłeś rozkład tramwajów, ale zamiast
wyjść o 22, prawdopodobnie poszedłeś najwcześniej o północy. Za dużo dobra wokół, zbyt wielu
osobom chcesz życzyć błogosławionych Świąt, zamienić słowo i również słowo usłyszeć – to
przecież o nie właśnie chodzi. Wokół Słowa się gromadzimy i czekamy, by poraz kolejny “stało się
ciałem i zamieszkało między nami”.

Dominika

© 2014-2019 CODA Maciejówka
Śledź nas: