Najlepiej by chyba zacząć od tego, że do Maciejówki trafiłem niedawno, bo na początku tego semestru. Akurat tak się złożyło, że plan zajęć mam dość ubogi, co dało mi pole do wypełnienia go „pozauczelnianymi” zajęciami. Wiem, że gdybym nie wypełnił go innymi zobowiązaniami, prawdopodobnie skończyłoby się na tym, że część wolnego czasu bym po prostu zmarnował. Na szczęście pojawiły się przygotowania do Europejskiego Spotkania Młodych i nowe rozdanie w Maciejówce. W poniedziałki wypada mi „okienko” między dwunastą a czternastą, więc przygotowywanie obiadów stało się dla mnie naturalnym sposobem na zagospodarowanie czasu.
Jednak gotowanie obiadów to nie tylko wypełnienie luki w planie. W ciągu dnia przez kuchnię i jadalnię przewija się sporo osób, więc jest okazja, żeby chociażby się sobie przedstawić, czy zamienić kilka słów. Dzięki temu z każdym obiadem czuję się w Maciejówce coraz bardziej jak u siebie, wśród znanych mi ludzi. Zawsze też jest czas na jakąś rozmowę, chociażby przy obieraniu ziemniaków.
Lubię też czuć się potrzebny w codziennych obowiązkach (chociaż trochę trudniej mi to przychodzi w domu). Daje mi satysfakcję robienie czegoś, z czego korzystał będzie ktoś inny. W duszpasterstwie czuję, że przygotowywanie obiadów jest jakimś moim wkładem w życie wspólnoty, a ja nie tylko „biorę”, słuchając rekolekcji czy uczestnicząc w innych wydarzeniach, ale też dzielę się tym co mogę. Czuję, że tak się włączając staję się coraz bardziej zakorzeniony w Maciejówce, więc jeśli tylko będzie to możliwe, w przyszłym semestrze też się zgłoszę do szykowania obiadów.
Jeżeli chodzi o samo przygotowywanie obiadów, to podobnie chyba jak pozostała część poniedziałkowej ekipy najbardziej nie lubię zapisów typu: „ubijać do uzyskania konsystencji gęstej śmietany”, czy „doprawić solą i ziołami”. Najchętniej widziałbym coś w stylu „pokroić marchewkę wzdłuż w ćwiartki o długości 4-5cm”, albo „posypać jedną łyżeczką soli i trzema gramami pieprzu”. Natomiast bardzo dobrze się czuję w roli obierającego/krojącego, bo to proste, powtarzalne czynności, czyli akurat coś dla mnie. Aczkolwiek staram się nie ograniczać tylko do tego.
Mimo tego, że gotowanie nie jest moim życiowym powołaniem, polecam tak się zaangażować nawet tym, którym nie do końca po drodze z łyżką, czy obieraczką. Naprawdę można się na chwilę oderwać od uczelnianej codzienności, wspólnie spędzić czas i zrobić coś pożytecznego.

Kuba

© 2014-2019 CODA Maciejówka
Śledź nas: