Kiedy w piątek w dość szybkim tempie pakowałem się na wyjazd Andrzejkowy, nie było we mnie zbyt wiele entuzjazmu. Wolałbym zapewne przeżyć weekend w jakiś mniej wymagający sposób. Nie musiałbym spędzać czasu wśród dużej grupy ludzi, robiąc rzeczy, które ktoś dla mnie zorganizował. Teraz wiem, że straciłbym naprawdę wiele. Dzięki jesiennym dniom jedności po raz kolejny uświadomiłem sobie, że bardzo potrzebuję chwil, które pozwalają mi zapomnieć o codzienności. W Bardzie nie czułem potrzeby noszenia przy sobie smartfonu i sprawdzania Messengera. Przynajmniej na chwilę przestałem martwić się o rzeczy, które powinienem zrobić na uczelnie i nie myślałem o życiowych rozterkach. Wiem, że czasu spędzonego z Bogiem, drugim człowiekiem i sobą samym nie da się zastąpić niczym innym. Nic innego nie inspiruje mnie też w równym stopniu do bycia lepszym. Wspólne duszpasterskie wyjazdy przypominają, że jesteśmy bardzo podobni. Mierzymy się z wieloma podobnymi problemami. Mamy te same słabości, ale i zalety. Nasze różne temperamenty uzupełniają się, tworząc niezwykle barwną wspólnotę, w której każdy może znaleźć miejsce dla siebie. Spędzając razem czas możemy nauczyć się bardzo wiele. Widzę to podczas dzielenia się tym, co przeżywamy. Z każdej wypowiedzi drugiej osoby, mogę wziąć coś dla siebie, zostawić cząstkę innym oraz zobaczyć, że można myśleć zupełnie inaczej. Wspólne wykonywanie zadań nie tylko dostarcza dużo zabawy, ale także otwiera oczy na zdolności innych osób, daje szansę przekraczania swoich ograniczeń oraz popycha do wyjścia ze strefy komfortu. Wszystko to ma swój ostateczny wydźwięk podczas wspólnej Eucharystii, modlitwy i śpiewu. Czuję wtedy, że idziemy jedną drogą i jesteśmy niesieni przez te same ręce. Podczas tego weekendu zobaczyłem, że coś rzeczywiście się zmieniło, adwent naprawdę się rozpoczął i nie jest on tylko symbolicznym czasem. Jest czymś nowym, a ja wiem, że bardzo potrzebuję czegoś co pozwoli mi powstać ze snu.
Tomek

© 2014-2019 CODA Maciejówka
Śledź nas: