Już na samym początku stojąc pod Kościołem Uniwersyteckim utwierdziłam się w przekonaniu, że dobrze wybrałam.

Jedyna, niepowtarzalna, coroczna – Akademicka Droga Krzyżowa. Czternaście stacji, rozważania, pieśni.

To już była moja czwarta Droga, którą przeżywałam idąc z innymi ludźmi ulicami Wrocławia. Cały Wielki Post na nią czekałam i… omal na nią nie poszłam. Przesilenie wiosenne kojarzy się z grypą, katarem i ogólnie złym samopoczuciem. Mnie także dopadła choroba i właściwie powinnam zostać w domu. Pomimo tego wybrałam się na nabożeństwo z myślą, że jak będę źle się czuć to zawsze mogę wrócić do domu. Nie tylko nie wróciłam, a zostałam jeszcze na Mszy Świętej, a następnego dnia czułam się lepiej – serio.

Już na samym początku stojąc pod Kościołem Uniwersyteckim utwierdziłam się w przekonaniu, że dobrze wybrałam. Moja mama w Wielkim Poście pojechała na pielgrzymkę do Izraela i tam przeżyła Drogę Krzyżową w miejscu, w którym Jezus dźwigał krzyż. Przyznam szczerze, że trochę jej zazdrościłam. Tego, że szła po tej samej ziemi po której ponad dwa tysiące lat temu szedł Chrystus, w takich samych okolicznościach, bo życie zwykłych ludzi toczyło się wtedy tak samo – handlowali, przechodzili obojętnie, wracali do swoich domów.

Kiedy Malina rozpoczął nabożeństwo powiedział, że chociaż nie będziemy szli w Jerozolimie, a we Wrocławiu to będzie to wyglądało tak samo. Życie będzie się toczyć, a my po kolei będziemy nieść krzyż. Nagle zdałam sobie sprawę, że nie muszę lecieć do Izraela, żeby móc przeżyć Drogę Krzyżową w taki sposób w jaki sobie wyobraziłam. I rzeczywiście tak było, my szliśmy, a na wrocławskim rynku toczyło się zwykłe, codzienne życie. Ludzie wychodzili z knajp, wracali z uczelni lub pracy, przyglądali się nam, niektórzy robili zdjęcia, nakręcali filmiki, a my szliśmy w tym tłumie, jak Jezus dwa tysiące lat temu. Każdy z nas miał prawo do tego co robi – my idąc i rozważając drogę krzyżową, a reszta żyjąc „normalnym trybem”.

To chyba mnie najbardziej dotknęło podczas tegorocznej Akademickiej Drogi Krzyżowej: najważniejsze to docenić co się ma.

asz

© 2014-2018 CODA Maciejówka
Śledź nas: